Jak kilkuletni konflikt wojenny wpływa na finanse Rosji i Ukrainy?

Po kilku latach wojny najciekawsze nie jest już to, że oba państwa wydają ogromne pieniądze na front. Ważniejsze staje się to, jak te pieniądze zdobywają i jakie szkody wyrządzają sobie przy okazji. Rosja finansuje konflikt jak państwo surowcowe i częściowo zamknięte: ropą, podatkami, wysokimi stopami, krajowym długiem i coraz bardziej brutalnym podporządkowaniem gospodarki potrzebom wojny. Ukraina robi to jak kraj walczący o fizyczne przetrwanie: dzięki grantom, preferencyjnym pożyczkom, pomocy budżetowej od partnerów i permanentnej presji na reformy, bez których kolejne transze wsparcia po prostu nie przypływają. To dwa odmienne modele finansowe, choć oba rodzą ten sam efekt końcowy — zawężenie przestrzeni dla normalnego rozwoju gospodarczego.

Różnica polega na tym, że Rosja wciąż ma państwo zdolne samo pobierać podatki, emitować dług i korzystać z eksportu surowców, nawet jeśli robi to coraz mniej efektywnie. Ukraina ma za to znacznie słabszą bazę fiskalną, ale mocniejszy parasol polityczny Zachodu. Cena tego parasola jest wysoka: reformy, warunkowość, spory z parlamentem i stałe ryzyko, że opóźnienie jednej ustawy uruchomi efekt domina w całym finansowaniu państwa. Gdy spojrzeć na obie gospodarki z dystansu, widać więc nie tyle symetryczny pojedynek dwóch budżetów wojennych, ile zderzenie dwóch logik: Rosja kupuje czas wewnątrz własnego systemu, Ukraina kupuje go za granicą.

Dlaczego wojna produkuje dwa zupełnie różne modele finansowania?

Rosyjskie finanse działają dziś trochę jak silnik przeciążony, ale nadal sprawny. Państwo w 2025 r. zanotowało deficyt 5,6 bln rubli, czyli 2,6 proc. PKB, najwyższy od 2020 r., a w 2026 r. oficjalnie planuje 1,6 proc. PKB deficytu. Problem w tym, że już na starcie roku przychody energetyczne wyglądały słabo: w pierwszych dwóch miesiącach 2026 r. spadły o połowę, a całe dochody budżetu obniżyły się o 11 proc. Dlatego rosyjski model wojenny coraz mniej opiera się na komforcie eksportera surowców, a coraz bardziej na dosycaniu budżetu nowymi daninami i śrubowaniu krajowego systemu finansowego.

Ukraina znalazła się na przeciwnym biegunie. Jej budżet na 2026 r. zakłada deficyt 18,5 proc. PKB, ponad 45 mld dol. potrzeb zewnętrznego finansowania i przeznaczenie około 27,2 proc. PKB na obronność; niemal 60 proc. wszystkich wydatków ma służyć wojsku. A jednak nawet te liczby szybko się starzeją, bo według najnowszych informacji Reutersa sama Ukraina potrzebuje już w tym roku 52 mld dol. finansowania zewnętrznego, czyli około jednej czwartej rocznej produkcji gospodarki. To nie jest normalny budżet państwa. To budżet, który każdego miesiąca wymaga politycznego potwierdzenia, że partnerzy nadal chcą go podtrzymywać.

Jak Rosja kupuje sobie czas?

Moskwa od dłuższego czasu finansuje wojnę nie jednym źródłem, lecz mieszanką, która staje się coraz cięższa dla gospodarki. Podniosła VAT z 20 do 22 proc., aby wesprzeć budżet i zrekompensować wyższe wydatki wojskowe oraz słabsze wpływy z ropy i gazu. Jednocześnie utrzymuje wysokie stopy procentowe — w styczniu kluczowa stopa wynosiła 16 proc., a w połowie marca 15,5 proc. — bo bez twardej polityki pieniężnej trudniej byłoby kontrolować inflację i kurs rubla. To wszystko pozwala państwu trwać, ale nie jest darmowe: wyższe podatki obciążają firmy i konsumentów, a drogi pieniądz dusi prywatną aktywność.

Do tego dochodzi coraz bardziej wojenny kształt samego budżetu. Reuters opisywał, że planowane wydatki obronne Rosji na 2026 r. sięgają 13 bln rubli, a 84 proc. tej pozycji pozostaje utajnione. Jeśli przychody z energii zawodzą, rząd szuka oszczędności w wydatkach „niewrażliwych”, rozważa dalsze cięcia i zwiększa fiskalną presję na resztę gospodarki. Krótkoterminowo to działa. Długoterminowo rodzi stagnację: mniej inwestycji cywilnych, więcej finansowej represji, słabszą konkurencję i coraz większe uzależnienie od sektora państwowego oraz banków zmuszanych do wchłaniania długu.

Jak Ukraina kupuje sobie przetrwanie?

Ukraina nie ma luksusu samodzielnego dźwigania takiego ciężaru. Dlatego jej finanse przypominają system kroplówek podpiętych do państwa, armii i społeczeństwa jednocześnie. IMF zatwierdził w lutym 2026 r. nowy 48-miesięczny program EFF wart 8,1 mld dol., będący częścią międzynarodowego pakietu wsparcia o łącznej wartości 136,5 mld dol. To dużo, ale nie rozwiązuje całości problemu, bo równolegle Kijów musi zabiegać o środki z UE, Banku Światowego i innych partnerów, a każda większa transza wymaga reform, których wdrażanie w czasie wojny staje się politycznie coraz trudniejsze.

Najbardziej bezlitosne są tu liczby odbudowy. Według wspólnej oceny rządu Ukrainy, Banku Światowego, Komisji Europejskiej i ONZ koszt odbudowy i odtworzenia kraju wzrósł już do niemal 588 mld dol. w perspektywie dekady, czyli do kwoty bliskiej trzykrotności nominalnego PKB Ukrainy z 2025 r. Oznacza to, że finanse Kijowa nie są obciążone wyłącznie bieżącym kosztem prowadzenia wojny. Są obciążone także rachunkiem za zniszczenia, który będzie ciążył nad gospodarką jeszcze długo po zakończeniu walk.

Gdzie rachunek robi się naprawdę groźny?

Po kilku latach wojny po obu stronach widać już nie tylko koszty frontowe, lecz także trwałe uszkodzenia mechaniki państwa. Najgroźniejsze są te miejsca, w których wojna przestaje być wydatkiem nadzwyczajnym, a staje się zasadą organizacji finansów publicznych.

  • W Rosji maleje margines błędu budżetowego, bo przy słabszych wpływach z ropy deficyt może wzrosnąć do 3,5–4,4 proc. PKB zamiast planowanych 1,6 proc. PKB.
  • W Rosji wojna coraz wyraźniej przenosi koszt na podatników i firmy przez wyższy VAT, cięcia wydatków cywilnych i kosztowny pieniądz.
  • W Ukrainie ryzyko nie polega głównie na klasycznej niewypłacalności, lecz na przerwaniu zewnętrznego łańcucha finansowania; Reuters pisał, że bez odblokowania części ustaw środki mogłyby wystarczyć tylko do maja lub, w lepszym scenariuszu, do połowy lata.
  • W Ukrainie nawet relatywnie dobra odporność makroekonomiczna nie zmienia faktu, że państwo potrzebuje w 2026 r. dziesiątek miliardów dolarów pomocy tylko po to, by utrzymać podstawowe funkcje.
  • Po obu stronach wojna ogranicza wzrost: Bank Światowy prognozuje na 2026 r. wzrost Rosji na poziomie 0,8 proc., a Ukrainy zaledwie 1,2 proc., mimo zupełnie różnych punktów wyjścia i modeli finansowania.

To właśnie tu widać najostrzejszy kontrast. Rosja ma jeszcze zasoby, aby przedłużać konflikt, ale robi to coraz bardziej kosztem przyszłości własnej gospodarki. Ukraina ma mniejsze zasoby własne, lecz większą zdolność do przeżycia dzięki partnerom, pod warunkiem że ci partnerzy pozostają politycznie cierpliwi i finansowo hojni. Innymi słowy, rosyjskie finanse stają się coraz bardziej zamknięte i przymusowe, a ukraińskie coraz bardziej międzynarodowe i warunkowe.

Kto płaci dziś gotówką, a kto wystawia rachunek na przyszłość?

Dziś gotówką bardziej płaci Ukraina, bo jej system finansów publicznych bez zagranicznego wsparcia po prostu nie utrzymałby obecnego ciężaru wojny. Rosja płaci bardziej rozłożonym rachunkiem: wyższymi podatkami, mniejszą przejrzystością budżetu, słabszą produktywnością i stopniowym zużywaniem potencjału wzrostowego. To sprawia, że oba państwa są finansowo wyniszczane, ale w inny sposób. Ukraina ryzykuje nagłą lukę płynności. Rosja ryzykuje długie, ciężkie osuwanie się w gospodarkę wojenną, która umie jeszcze finansować przemoc, ale coraz gorzej finansuje normalny rozwój.

W takim otoczeniu szczególnego znaczenia nabiera nie tylko skala pieniędzy, ale też sposób zarządzania walutą i płynnością. Dla firm działających z partnerami ze Wschodu i Zachodu wojna oznacza zwykle większą zmienność kursów, droższe rozliczenia i mniej miejsca na błędy operacyjne, dlatego internetowa wymiana walut na globaltransfer.pl może być dla części przedsiębiorstw praktycznym narzędziem ograniczania kosztów tam, gdzie geopolityka zaczyna mieszać w przepływach pieniężnych szybciej niż da się zmienić umowę czy cennik.

Najbardziej prawdopodobny finał nie wygląda więc jak prosty bankrut jednego państwa i stabilność drugiego. Bardziej przypomina dwa różne rodzaje wyczerpania. Ukraina pozostaje zależna od zewnętrznej kroplówki, ale zachowuje szansę na odbudowę, bo jej model finansowania jest powiązany z przyszłą integracją z Zachodem. Rosja zachowuje zdolność do dalszego prowadzenia wojny, lecz robi to przez narzędzia, które zjadają konkurencyjność, przejrzystość i przestrzeń dla cywilnej gospodarki. Po kilku latach konfliktu widać więc wyraźnie, że wojna niszczy finanse obu państw nie tylko przez to, ile kosztuje, ale także przez to, jak zmienia samą logikę ich funkcjonowania.

Źródła

  1. Ukraine lawmakers inch forward with IMF-linked bill for strained budget, 2026, Yuliia Dysa.
  2. Russia ran a 2025 budget deficit of 2.6% of GDP, highest since 2020, 2026, Darya Korsunskaya.
  3. Updated Ukraine Recovery and Reconstruction Needs Assessment Released, 2026, World Bank Group.
  4. Russian finance ministry proposes raising VAT to help fund Ukraine war, 2025, Darya Korsunskaya i Gleb Bryanski.
Please follow and like us:
error20
fb-share-icon
Tweet 24.16k
fb-share-icon20
Doc. Tadeusz Wajcha
Docent |  + posts

Diler walutowy.